© M4c



Opis płyty

M4c

       "We shoot power to your heart, a mighty thunderbolt"
       Po 25 latach Motorhead wciąż są w dobrej formie. Takie zdanie od razu ciśnie mi się na usta gdy słucham tej płyty. Resztę dopowiada jak zwykle cyniczny "The Man Himself" - Lemmy: "As you get older, you get slower - I do apologize!". No cóż, to typowe dla niego, ale za to go właśnie uwielbiam... Bo jak pewnie wiecie lub się domyślacie płyta jest pioruńsko mocna i szybka. Jest tu co prawda parę wolniejszych momentów, zwłaszcza w postaci wspaniałej ballady "One More Fucking Time", ale generalnie kolesie nie przebierają w środkach...
       "We know alchemy, we bring you rock and roll"
       Pamiętam jak kiedyś w Niemczech razem z moim przyjacielem pierwszy raz słuchaliśmy tej płyty zaraz po zakupie, a on powiedział: "To niemożliwe, żeby ten facet miał prawie 55 lat!". A jednak...
       Od początku płyta po prostu nie daje wytchnienia. Superszybki "See Me Burning", a po nim "Slow Dance" z kapitalnym riffem, powodują, że z niecierpliwością czeka się na kolejne kąski, a to naprawdę dopiero początek.
       "We are the first and we just still might be the last"
       Po paru latach od wydania tej płyty niemal wszystko tutaj wydaje mi się idealnie ułożone. Od początku do końca. Nie ma tu złych kawałków. Są oczywiście te bardziej lubiane, do których zaliczam wspomniany "Slow Dance", czy następujący po nim "Stay Out Of Jail". Ale także "Wake The Dead", gdzie w ciekawy sposób budowany jest specyficzny klimat, który przyciąga jeszcze bardziej do głośników. "One More Fucking Time", w którym Campbell serwuje nam na koniec przepiękne solo. Jest jeszcze chociażby "(Wearing Your) Heart On Your Sleeve" oraz genialne wykonanie coveru Sex Pistols "God Save The Queen" (czy ten kawałek nie był przypadkiem napisany specjalnie dla Motorhead? ;-))
       Jedyną rzeczą do której muszę się przyczepić i która niestety nie pozwala mi na wystawienie maksymalnej oceny jest... brzmienie płyty. Nie wiem do dzisiaj czy był to efekt zamierzony czy po prostu wypadek przy pracy, ale ta płyta nie brzmi pełnią mocy. Najbardziej to słychać w brzmieniu perkusji. Jest za bardzo schowana, a talerze Paiste'a brzmią tu jak zużyte blachy wypożyczone z prowincjonalnego domu kultury w Pcimiu Dolnym. Howardzie Bensonie, wróć!!! Ale może starczy tego narzekania...
       "We are Motorhead and we don't have no class"
       No właśnie i nie napisałem jeszcze o najważniejszym tracku z tej płyty, tytułowym "We Are Motorhead". To takie swoiste podsumowanie tych "fucking 25 years" istnienia Motorhead. Bez tego utworu już teraz chyba nie wyobrażam sobie ich koncertu.
       "We are Motorhead - born to kick your ass"

Marcos

       Płyta ta nie została zauważona przez polskie pismo metalowe Metal Hammer. Niesłusznie. Niestety, na próżno można w nim szukać jakiejś recenzji albumu. Co innego w internecie. Jako ciekawostkę podam, że Interia.pl wystawiła świetną recenzję albumu, a Nuta.pl napisała wiele przykrych słow. Ale album jest naprawdę piękny, co postaram wam się udowodnić.
Album rozpoczyna piękne solo na bębnach w wykonaniu pana Dee. Tak właśnie rozpoczyna się piosenka "See Me Burning". Piękna, szybka i wspaniale dobrana jako początek albumu. Słowa - to wiadomo. Wszystko ok. Zaraz po przebrzmieniu piosenki wprowadzającej mamy "Slow Dance". Cóż, sam tytuł dużo mówi. Zespół wyraźnie zwalnia, chociaż nie jest to jeszcze ballada. Ale na nią tez przyjdzie pora. A "Slow Dance", to jakby monolog Lemmy'ego do dziewczyny, którą sobie przypomina. Zresztą śpiewa jej całkiem niezłe słówka... Potem "Stay Out Of Jail". Szybszy numer, ale najszybsze jeszcze będą... Coś o człowieku, cos o ludziach, po prostu o społeczeństwie... Zaraz po tym jest cover "God Save The Queen" zespołu Sex Pistols. Słyszałem kiedyś wykonanie zespołu Anthrax, ale to z Lemmym na wokalu jest o niebo lepsze. Utwór jest w kilku miejscach wolniejszy tylko dlatego, żeby wokalista mógł zaśpiewać to wszystko w swoim stylu. Zresztą Lemmy wyznał to na jednym z wywiadów dotyczących albumu. Cover zagrany jest wzorowo, z typowo rock'n'rollowym kopniakiem. Zaraz po nim mamy "Out To Lunch". Szybki numer, piękny numer. Naprawdę magiczny, widać, że album nabiera szybkości. Ale nic z tego trochę zwalniamy już przy "Wake The Dead", a szczególnie przy zagranym wolniej w środku utworu kawałku. Potem jednak wraca tempo przewodnie piosenki. Jednak, żeby na chwile ochłonąć po tym wszystkim Lemmy serwuje nam balladę "One More Fucking Time". Jak sam opisze jest to tekst osobisty do jednej z jego "przyjaciółek" - można o tym przeczytać w wywiadzie przytoczonym już powyżej. Wolna ballada koi serca :). Ale tylko na chwilę, gdyż "Stagefright/Crash&Burn" nie daje chwili wytchnienia. Szybki numer, świetnie kontrastuje z balladą. Zaraz po nim jest manifest polityczny pod postacią "(Wearing Your) Heart On Your Sleeve". Warto powiedzieć przy tym numerze, że zespół wrócił do umieszczenia części tytułu piosenki w nawiasie. To taka stara tradycja zespołu, którą chyba ostatnio była widoczna na krążku "Sacrifice". A sam manifest polityczny to też nieodłączna część muzyki zespołu. Lemmy zawsze miał na ten temat dużo do powiedzenia, ale teraz robi to jak gdyby pewniej, atakuje ostro jak nóż. I już prawie koniec albumu. Teraz tylko "We Are Motorhead", utwór tytułowy zagrany z wielkim wypierdem. Naprawdę rock'n'rollowy. Lemmy wspomina, że jest to utwór na wzór "Ace Of Spades". Wnikliwi wsłuchując się w ten kawałek na pewno zauważą podobieństwo. I tyle. Po przesłuchaniu nie zostaje uczucie niedosytu, którą miałem na przykład przy słuchaniu "Snake Bite Love", bo kończący album utwór "Better Of Dead" nie był chyba dobrym numerem końcowym. Tym razem wszystko gra.

"Tylko Rock" nr 7-8/2000 (107-108) - Igor Stefanowicz

       Podobno najważniejszą z cech, które Lemmy ceni u innych i u siebie, jest lojalność. Również lojalność rozumiana jako szacunek dla fanów i wierność swojej muzyce, jej stylowi. I rzeczywiście w twórczości Motorhead przez prawie ćwierćwiecze zmieniało się niewiele. Grywało dwóch gitarzystów, albo jeden. Nie grywali ballad, aż wreszcie zaczęli - bodaj na albumie "1916". Na szczęście fani nie muszą kierować się jedynie lojalnością, by sięgnąć po nowy album "We Are Motorhead". No właśnie - sam tytuł jest już wystarczająco jasną deklaracją. I chyba stanowi jakąś klamrę, gdy przypomnimy sobie debiutancki album z 1977 roku "Motorhead" i sztandarowy kawałek tytułowy.
       Chyba większość z was wie co to znaczy "być Motorhead". Grać piekielne boogie i wydzierać się zachrypniętym głosem. To wszystko, prosta sprawa. A jednocześnie bardzo romantyczna, nieco niedzisiejsza. Nie wiem, gdzie ten romantyzm drzemie w tak szybkich kawałkach jak "See Me Burning", czy tak ciężkich jak "Slow Dance", ale drzemie. Na wierzch wyłazi, kiedy Lemmy sięga po pistolsowy "evergreen" "God Save The Queen". Aranżacja i tempo prawie takie same jak w oryginale, Lemmy nawet na tyle, na ile może, śpiewa pod Rottena. W "Wake The Dead" bawi się momentami w melodeklamację podobną do tej z "Orgasmatron". A wracając do romantyzmu - tym jest przepełniony "One More Fucking Time", jako klasyczna rockowa ballada. No i oczywiście tytułowy "We Ara Motorhead" ze swoim nostalgicznym przesłaniem "jesteśmy po to, by dać wam rock'n'rolla". Lojalność... Lojalność nakazuje mi przyznać, że nie ma na nowej płycie Motorhead żadnych rewelacji. Że riffy i linie wokalne konstruowane według starych, sprawdzonych recept, może nie są już tak porywające jak dawniej. Ale... Ale Motorhead wielki jest i basta.

Acidmaniak

       Gdyby na płytce nie było "Out To Lunch", płyta byłaby idealna.

Carnage

       Rozpoczyna się bardzo ostro: "See Mee Burning" to świetny czadowy utwór. Przywodzi na myśl najlepsze czasy Motorheadu. Drugi utwór to zbudowany na genialnym riffie "Slow Dance", bardzo lubię ten numer, w połowie drugiej minuty, wchodzi wspaniałe, nieco psychodeliczne solo gitary. "Stay Out Of Jail" jest równie dobry. "Out To Lunch", czyli kolejny klasyczny riff. Z wszystkich numerów bije lekkość i prostota - o to chodzi! Nie ma tu żadnego kombinowania, jak na Sacrifice, jest tylko ostro, bezkompromisowo i czadowo. "Wake The Dead" - super melorecytacja w zwrotce oraz super refren. Nie rozumiem tylko: po co cover "God Save The Queen"? Nie ma jak oryginał w wykonaniu Sex Pistols.
       Pomimo plusów czegoś mi na tej płycie brakuje. Może jest zbyt jednolita, a niektóre kompozycje są zbyt podobne do siebie.
       Podsumowując: płyta jest lepsza niż poprzedni "Snake Bite Love" i pozostawia ogólnie dobre wrażenie. Nie ma tu muzycznych odkryć - jest po prostu przyzwoicie. Dobra trójka.

Spis recenzji