© M4c



Opis płyty

M4c

       Jest to szczytowe osiągniecie Motorhead, jeśli chodzi o listy przebojów - nr 1 na liście przebojów w Wielkiej Brytanii! Rzadka sytuacja, żeby koncertowa płyta zdobyła aż tak wysokie laury. Ale zasłużyła sobie na to na pewno, jest to bowiem płyta rewelacyjna i posiada wszystko, co rasowa płyta koncertowa mieć powinna. Jest znakomity zestaw utworów, zabójcze tempo, bardzo dobra realizacja i co najważniejsze... niepowtarzalna atmosfera!!! Płytę słucha się od początku do końca z zapartym tchem. W tamtych czasach był to swoisty wzorzec dla innych zespołów, a obecnie również broni się znakomicie. A zobaczmy zestaw utworów... "Ace Of Spades", "Stay Clean", "Metropolis", "No Class", "Overkill", "(We Are) The Road Crew", "Bomber", "Motorhead"... czy potrzebny jakiś komentarz, toż to same klasyki, większośc z nich do teraz jest grana na ich koncertach. Nie boję się stwierdzenia i niech no tylko ktoś się ze mną nie zgodzi, ale myślę, że jest to jedna z najważniejszych rockowych płyt koncertowych wszechczasów, nie mam co do tego żadnych wątpliwości!
       Wydana też na złotym winylu. Jest też wydanie japońskie na CD.

"Tylko Rock" nr 09/97 (73)
do wydania Castle z 1996 roku z bonusami

       Jeden z najlepszych albumów koncertowych w dziejach rocka. Mamy tu całą prawdę o zespole, który po prostu chce być prawdziwy na estradzie. Na wszelki wypadek przypomnę: specjalność Motorhead to ostre, surowe granie. Muzyczny czad. Frontman grupy, Lemmy, dodaje jeszcze do tego swój pięknie zachrypnięty śpiew... Gdy słucha się No Sleep 'till Hammersmith (to jedna z kilku płyt Motorhead przypomnianych ostatnio przez Metal Mind na kasetach) nie ulega wątpliwości, że taki zespół musiał działać na wyobraźnię punkowców i co bardziej rozszalałych metalowców... Może warto dodać, że repertuar utrwalonego koncertu zawiera odpowiednią dawkę motorheadowej klasyki. Nie zabrakło Ace Of Spades, Overkill, Bomber... Ciekawe, że "zły" Motorhead potrafi całkiem dobrze obejść się z rozsławionym przez Yardbirdsów Train Kept A Rollin' (mamy tu ten numer wśród bonusów, dorzuconych do remasterowanej reedycji tego albumu, który po raz pierwszy trafił na rynek w 1981 roku). Szaleństwo szaleństwem, ale o stylowości Lemmy nie zapomina... (k)

Alex

       Recenzowanie płyt koncertowych nigdy nie należało do najłatwiejszych zadań. Bo co ja wam tu mogę opisać? Trackliste? Przecież dobrze znacie te wszystkie kawałki z płyt, z których oryginalnie pochodzą (jak również z dziesiątek różnorakich składaków, jakie powstały na przestrzeni lat). Atmosfery, jaka panowała na koncertach w czasie nagrywania tego krążka też wam nie oddam, bo po prostu tych koncertów z oczywistych przyczyn nie widziałem. Chodziłem wtedy jeszcze do podstawówki, a poza tym - jak pewnie niektórym specom od geografii wiadomo - Anglia to dość odległy od Polski kraik, zasłonięty jeszcze wówczas dodatkowo żelazną kurtyną.
       Czy więc jest jakikolwiek sens, bym wam przedstawiał tę płytę? Durnowate pytanie. Jasne, że tak! Gdybym go nie widział, po prostu nie brałbym sie za tę recenzję. To chyba proste. Każdy, kto widział Motörhead na żywca wie, jaka niepowtarzalna atmosfera towarzyszy ich występom. Dlatego grzechem wagi ciężkiej byłoby zaniechanie uwiecznienia owego wydarzenia. Zebranie się do kupy na koncercie ulubionej kapeli, to wielkie święto dla wszystkich fanów. Wielu chciałoby ową świąteczną atmosferę zabrać ze sobą do domu. I to właśnie z myślą o nich tworzy się tego typu wydawnictwa. A że nie byli na tym konkretnym koncercie, który zarejestrowano? Cóż, trudno. Nie wszędzie się da być. Od czego jednak wyobraźnia? Wystarczy puścić płytę, zamknąć oczy i... już jesteśmy w sali koncertowej, odległej od nas choćby i o tysiąc kilomertów.
       "No Sleep..." jest właśnie tym, co nie pozwoli wam zapomnieć feelingu, jaki towarzyszył wam, gdyście machali czaszkami, oglądając Lemmyego stojącego na scenie w zielonej poświacie. I nie jest ważne, czy pamiętacie kapelę z występów w Warszawce, Berlinie, czy Londynie. Czy było to rok, dziesięć, czy dwadzieścia lat temu. Miliony fanów na całym świecie, kupujących tę płytę do dziś i niesłabnąca popularność, jaką się ona cieszy, niech będą najlepszymi rekomendacjami dla was, jeśli tego krążka jeszcze nie macie. A jeśli już go macie - żadna dodatkowa rekomendacja chyba nie będzie potrzebna. Ta płyta to niekwestionowany klasyk. Nie można jej pominąć.
20.06.05.

Spis recenzji