© M4c



Opis płyty

Marcos

       Być może jestem niesprawiedliwy przyznając tak niską notę tak unikalnemu zbiorowi klipów Motorhead, ale tłumaczyć będę się na końcu. Materiał jest krótki - dostajemy niecałe 50 minut filmu do obejrzenia. W porównaniu do prawie 160 minut "Boneshakera" (dane z okładek płyt) to dość mało, ale nie zaczynajmy od narzekania.Wita nas miłe demko i Lemmy na tronie w towarzystwie dwóch panienek. W tle ogień, po prostu niezły nastrój. Swoją przygodę zacząłem od obejrzenia teledysku - bonusa, czyli "Killed By Death". I powiem otwarcie - to najlepszy punkt tego materiału. Co prawda i tutaj mogliby chłopcy z Sanctuary trochę wszystko odświeżyć, bo na pewno mają odpowiedni sprzęt do obróbki obrazu, ale nie czepiajmy się. Teledysk świetny, po prostu wywołał na mojej twarzy szeroki grymas zadowolenia. Dalej jest trochę gorzej. Co prawda materiał ma klasę dokumentu - w końcu Lemmy i spółka sporo czasu spędzili w studiu na nagraniu zarówno albumów, z których są wszystkie prezentowane tutaj utwory w oryginalnych wersjach (czasem są dodane tylko krzyki tłumów mające oddawać choć trochę atmosferę koncertów), jak i na planie. Jak dla mnie jest to fakt niepodważalny i sam cieszę się, że mogę zobaczyć to, co spłodził zespół we wczesnych latach swojej działalności. A materiał jest ciekawy i stanowi dobry przekrój przez twórczość Motorhead tamtych lat. Z części, którą realizatorzy przewrotnie nazwali koncertem, najlepiej według mnie prezentuje się video do "Iron Fist". To właściwie ich pierwszy teledysk. Naprawdę dobra robota. Wszyscy ci, którzy są zaciekawieni historią zespołu, czyli prawdziwi maniacy będą zachwyceni. Mam tylko jedno ale, o którym wspomniałem na początku. Można było choć trochę "odświeżyć" to wszystko, bo już nawet materiał do trzech kawałków z "Another Perfect Day" wygląda o niebo lepiej niż pozostałe, nie włączając "Iron" i "Killed". Nie wierzę, żeby nie dało się tego zrobić, ale widocznie kilku panom odpowiedzialnym za "wizję" na tym dvd w Sanctuary nie chciało się i poszli na łatwiznę - zgrali materiał z vhs, wrzucili to na krążek i sprzedają za cenę, za którą moglibyśmy się naprawdę spodziewać lepszej jakości obrazu. Zresztą i dźwięk, choć z oryginalnych albumów, to jednak czasem brzmi, jakby był odgrywany w sąsiednim pokoju, a nie choćby w słuchawkach, które mamy na uszach. Oryginalny materiał z płyt brzmi o wiele lepiej. "Boneshaker" pozostaje więc na razie królem Motorheadowych dvd i to się nie zmieni, jeżeli niektórzy będą chcieli na naszych idolach wyłącznie nabijać sobie kabzę, bo prawdziwi maniacy i tak kupią ten materiał. Ja kupiłem. I nie żałuję.

Spis recenzji